Opinie: ANITA KRĘGIELEWSKA

Kiedy rok temu trafiłam na emocje.pro byłam na etapie najgorszego kryzysu w moim życiu. Po sześciu długich pobytach w szpitalu, pięciu długoterminowych terapiach, najróżniejszych diagnozach, usłyszeniu od lekarza ‘Pani jest po prostu histeryczką’ miałam zamiar się poddać. Czułam, że gubię siebie, lęki były okropne, depresja przygniatająca, a związki się waliły. Życie było chaosem. Kompletnie nie wiedziałam już co się ze mną dzieje. Ostatnie światełko w tunelu gasło. Powiedziałam sobie teraz albo nigdy. Dałam swojemu życiu ostatnią szansę. Gorączkowo przeszukiwałam Internet, w poszukiwaniu czegoś, czego jeszcze nie próbowałam. Trafiłam na emocje.pro, pomyślałam że to nie dla mnie bo przecież nikt mi nigdy nie powiedział, że mam borderline ale ostatecznie DBT okazało się jedynym rodzajem terapii jakiej nie próbowałam. Na ślepo wybrałam terapeutkę Anitę, bo na zdjęciu miała ładny uśmiech, a ja czułam, że potrzebuję dużo współczucia. I to był dobry strzał. Choć z początku wizja medytacji, arkuszy, dzienników i temu podobnych wydawała mi się absurdalna, a ekspozycja na zdarzenia i emocje czymś nie do przeskoczenia poszłam w to. Okazało się, że to jednak borderline, a ja po początkowym szoku odczułam ulgę. Kiedy umiesz coś nazwać staje się to mniej przerażające prawda? Anita, powoli i z ogromną dozą zrozumienia i współczucia zaczęła mnie prowadzić przez ten niesamowicie trudny proces zdrowienia. Daje mi do ręki narzędzia, którymi mogę sobie pomagać każdego dnia. Praca nas sobą jest najtrudniejszym doświadczeniem jakie przeżywam tak naprawdę każdego dnia od roku, ale z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że warto. Wiadomo, że często się nie chce, często chce się uciec bo praca jest intensywna i wymaga zaangażowania. Bo mierzenie się z własnymi emocjami, które są tak intensywne czasem przytłacza. Jednak gdy widzi się efekty swojej pracy, to ten cały trud staje się łatwiejszy do zniesienia. Pokonałam już wiele swoich barier, stawiłam czoło już wielu swoim lękom, ale wiem, że jeszcze dużo przede mną i tak naprawdę jest to praca na całe życie. Jednak dzięki DBT i mojej cudownej terapeutce te życie staje się warte przeżycia. Uczę się siebie i każdego dnia powtarzam sobie, że żyję najlepiej jak potrafię. Nadziei często się nie widzi i nie czuje ale ona zawsze tam jest.

Kiedy zaczęłam terapię z Anitą Kręgielewską w listopadzie 2016 roku, borykam się z osobowością typu borderline, depresją, dorosłym ADHD oraz nerwicą. Psychiatra, oprócz leków, zalecił mi terapię dialektyczno-behawioralną. Byłam w strasznym miejscu, wyrzucona z kolejnej pracy, świeżo po rozstaniu z partnerem, towarzyszył mi brak pieniędzy, nadziei i wiary w siebie. Nie widziałam żadnego sensu życia i zgłosiłam się na pogotowie po pomoc.

I wtedy to spotkałam się po raz pierwszy z Anitą. Pomiędzy nami od razu coś ‘kliknęło’ i czułam, że mogę jej zaufać. Pomyślałam, że nie mam nic do stracenia i mogę przyłożyć się do terapii w stu procentach, ponieważ dalsze życie będąc tak nieszczęśliwym jak byłam ja, nie miało dla mnie żadnego sensu. I tak, sesja po sesji, Anita wyposażała mnie w nowe narzędzia do radzenie sobie z rzeczywistością, na zmianę spojrzenia na siebie, świat, i swoje emocje. To była wewnętrzna transformacja. Wiele dało mi ćwiczenie uważności, akceptacja wszystkich swoich uczuć i emocji oraz uprawomocnienie siebie i innych. Nasze problemy często biorą się z tego, że zostaliśmy często unieważnieni za młodu, przestaliśmy ufać sobie, swoim uczuciom, myślom, a nawet temu, czy sobie sami poradzimy w życiu, stajemy się zależni, bez żadnej motywacji i siły sprawczej – tak było w moim przypadku. Terapia odwraca te wszystkie schematy myślowe, uczy, jak traktować siebie z miłością i szacunkiem, jak słuchać siebie samego i jak odzyskać z powrotem wiarę w siebie i swoje możliwości. Za namową Anity zaczęłam także codziennie medytować, co choć trudne na początku, okazało się nieocenione w odnalezieniu prawdziwej ja, wyciszeniu emocji i kontrolowaniu impulsów.

Nie mogę wystarczająco pochwalić Anity jako terapeutki – bardzo ciepła, szalenie życzliwa, dobra i przyjacielska, zawsze uśmiechnięta i tryskająca pozytywną energią, zawsze uprawomacniająca i akceptująca, ale nie bojąca się zasugerować pewnych rozwiązań których nie brałam pod uwagę. Zawsze czułam, że ma dla mnie czas i mogę się do niej ze wszystkim zwrócić, szczególnie na początku, kiedy ‘łamałam kości’ czyli zmieniałam stare schematy myślowe co wiązało się z oczywistym dyskomfortem, strachem i niepewnością. Mogłam do Anity zadzwonić lub napisać wiadomość o jakiejkolwiek porze, a ona zawsze odpisywała czy oddzwaniała. Czułam jej wsparcie cały czas.

Każdemu, kto jest w ciężkiej sytuacji życiowej, polecam terapię – mi ona uratowała życie. Jestem teraz po prostu inną osobą. Pełną wdzięczności, wiary w siebie i miłości do siebie, doceniam to co mam i akceptuję siebie, a przy tym mam dużo dyscypliny jeśli chodzi o bieganie, uprawianie jogi, medytowanie czy samorozwój. Po raz pierwszy od długiego czasu czuję się po prostu jak pełny, szczęśliwy człowiek, który nie musi mieć partnera aby być szczęśliwym i spełnionym. To niesamowite i możliwe, jeśli włoży się dużo swojej pracy i chce się zmiany wystarczająco mocno.

Opisze swoją historię i drogę jaką wybrałam dzięki terapii. Być może dla kogoś  będzie to inspiracja i bodziec do zmian.

Moje życie było ciężkie już od dzieciństwa. Później, obarczone ciężką historią medyczną, którą przeżyłam bez wsparcia rodziny, codziennym wyniszczającym stresie, agresją do samej siebie.

Dominował w nim chaos, ciągły lęk, poczucie wstydu i zagubienia. Na codzień towarzyszyło mi mnóstwo konfliktów ze światem zewnętrznym, brak akceptacji siebie, swojego wyglądu i osobowości. Ciagle żyłam w przekonaniu, że jestem jedynym człowiekiem z takimi problemami, reakcjami i relacjami, a w zasadzie z ich brakiem, ponieważ nie potrafiłam zbudować, utrzymać i trwać w relacjach z innymi ludźmi. Myślałam, że tak jest, wiedziałam, że nie zostałam tego nauczona w domu rodzinnym, że to mój bagaż i że tak musi być. Z wielką zazdrością patrzyłam na ludzi szczęśliwych i spokojnych – tym samym nienawidząc ich za to. Dużym problemem w moim życiu było ocenianie wszystkich i wszystkiego, podważaniem autorytetow (szczególnie w dziedzinie medycyny), a o samej terapii sądziłam, że to wymysł dla słabych ludzi, pozbawionych rozumu i wolnej woli. Kolejnym problemem było odżywianie, a w zasadzie przejadanie się lub głodzenie. Kompletnie nie widziałam siebie, swojego ciała, nie szanowałam go – podświadomie chciałam je pewnie zniszczyć, nie czuć, nie cierpieć. Nie miałam też świadomości pustki – choć czułam ją na co dzień – nie potrafiłam jej dostrzec i nazwać.

Sama przedstawiałam się światu jako silna i mocna jednostka – w środku płacząc nad sobą i kompletnie nie rozumiejąc swojej osoby. W poszukiwaniu „mocy” wciągnęłam się w nałóg palenia marihuany – uważałam to za takie świetne, takie hipisowskie i niezależne. Ostatnimi kwantami energii pod wpływem chyba pierwszego świadomego impulsu „moje ciało i dusza cierpi – cierpi tak, że czuję ten ból” znalazłam się na terapii. Dziś wiem, że terapia uratowała mi życie i dała mi możliwość nowego życia. Początek był bardzo ciężki, bo nie zapominajmy, że ja wszystko oceniałam negatywnie, podważałam wiedzę i chęć pomocy Anity, wszystkie pozytywne sygnały odbierałam jako atak na mnie, na moja osobę, wszystko również odbierałam jako krytykę mnie, a przecież na zewnątrz byłam taka świetna i super – w głębi siebie czułam się żałosna, pozbawiona celu, beznadziejna. Długo zajęło mi zrozumienie, że do mnie należy wybór – jak ma wyglądać moje życie. Długo zajęło mi zrozumienie, że emocje to tylko emocje, a nie JA. Jednak nastał dzień kiedy sama świadomie (dziś wiem, że pod wpływem terapii, ale nie zakazu i umoralniających rozmów) zerwałam z nałogiem. Zmiany zaczęły się od samej diagnozy Borderline – na początku był to dla mnie szok – ale nie protest – wówczas zaczęłam pierwszy raz zgłębiać temat wykorzystując tylko i wyłącznie wiedzę z portalu emocje.pro – zrozumiałam kim jestem, dlaczego mój umysł tak działa. Tak jak napisałam – był to SZOK. Ale też ulga i chyba już wtedy nadzieja. Zaangażowałam się w terapie i zaczęłam uczęszczać na grupę. Nie było to łatwe, bo choć zasadą grupy jest nieocenianie – tych ocen było mnóstwo oraz pytanie: co ja tutaj robię?! Po pierwszym spotkaniu grupy nie chciałam już tam iść, pojawił się wielki protest. Jednak już wtedy zaczęło do mnie docierać, że oporuję, bo wychodzę z „mojego utartego schematu, opuszczam chomicze kółko po którym biegam od lat”.

Poznałam i zobaczyłam żywych Ludzi takich jak ja, zaczęłam rozumieć, że nie jestem sama, nie jedyna. Odkryłam też siłę medytacji (choć okpiewałam ją na różne sposoby, negowałam jej wpływ), medytacja spowodowała, że w moim umyśle zrobiło się miejsce na SPOKÓJ. To wielkie objawienie i duża nowość w moim życiu. Dzięki terapii zrozumiałam też, że mam wybór jak może wyglądać moje życie oraz czy będę szczęśliwym CZŁOWIEKIEM. Zaczynam być szczęśliwa, zaczynam rozumieć czym jest szczęście, nie ma wahań nastrojów, które w moim przypadku były bardzo męczące i niszczące. Każdy dzień potrafił się zmienić w sekundę w piekło.

Wiem, że ciężko jest zacząć, wiem jak ciężko zrozumieć że zmiany musza trwać, ale dziś też wiem czym jest życie pozbawione frustracji, złości, bólu duszy i jakie jest życie, gdzie dominuje spokój i zgoda na siebie.

Wiem też, że nie ustane w swoim rozwoju duchowym, to nowe życie, tak jakbym zdjęła potężny ciężar z siebie i otworzyła oczy.

To początek mojej drogi.

Problemy nie zniknęły z mojego życia – ale obserwuję je i staram się je rozwiązywać spokojnie przy pomocy czegoś co wszyscy mamy: Mądrego Umysłu (na początku myślałam, ze to jakieś herezje).

Życie jest piękne, a terapia wyzwoleniem.

Zmiany bolą i budzą protest – ale dalej jest uzależniająca ulga i czysty spokój.

Jeśli cierpisz – pozwól sobie pomoc. Zamknij oczy i idź. Zmiana nadejdzie. Na lepsze.

Z wyrazami prawdziwej ludzkiej miłości Tobie Anita i Tobie Vivian❤️

Po roku pracy, mogę powiedzieć, że dzięki Pani Anicie w dużej mierze odzyskałam kontrolę nad swoim życiem. Nie jest jeszcze idealnie, ale wiem co robić, żeby radzić sobie w gorszych chwilach. Sama forma terapii nie jest dla mnie łatwa, wymaga ode mnie wiele wysiłku i systematycznej pracy, ale widzę że to działa i to motywuje mnie do tego, żeby dalej pracować. Poprawiły się moje relacje z dziećmi co jest dla mnie jedną z najważniejszych zmian.

Bardzo się cieszę, że trafiłam właśnie do Pani Anity. Bardzo ważne jest dla mnie jej wsparcie i wiara we mnie. Dlatego też z pełnym zaufaniem podchodze do jej propozycji i zadań.

Zapisz się na nasz Newsletter

nowości dotyczące psychoterapii, szkoleń, wydarzeń i konferencji

Udało Ci się zapisać!